Przejdź do treści
Nigdy nie ukończyła szkoły, ale zdobyła renomę dzięki swoim odbitkom

Nigdy nie ukończyła szkoły, ale zdobyła renomę dzięki swoim odbitkom

Nigdy nie skończyła studiów. Nie miała formalnego wykształcenia w projektowaniu. Ale Jade znalazła swój głos — i zbudowała grono odbiorców — dzięki nadrukom, które nosiła na plecach. To, co zaczęło się jako emocjonalna sztuka w ciszy wynajmowanego pokoju, rozrosło się do małej, świadomej marki opartej na samoekspresji. Od dorywczych prac po inwestycję we własną drukarkę DTF, podróż Jade to historia wytrwałości, zaradności i odpowiedzialności — dowód na to, że nie potrzebujesz dyplomu, by stworzyć coś znaczącego i noszalnego z serca.


Oto jak przekształciła osobiste wyrażanie siebie w rozwijający się kreatywny biznes — koszulkę po koszulce.

Jak to wszystko się zaczęło

Pewnego dnia przeglądałam telefon i natknęłam się na koszulkę w komentarzach. Jeden z komentarzy mówił, że wygląda, jakby koszulka mówiła moje słowa. Jedno zdanie z tego komentarza tak mnie uderzyło.


Nigdy nie studiowałam projektowania, ale zawsze miałam słuch do wyrażania siebie. Miałam w sobie za dużo emocji; potrzebowałam miejsca, by je wypuścić. W nocy, w maleńkim wynajmowanym pokoju, zaczęłam rysować — tylko dla siebie. Pokryłam ściany tymi rysunkami. A potem pewnego dnia pomyślałam: A co jeśli je założę?


Znalazłam małą firmę drukarską online i poprosiłam o wydrukowanie moich projektów. To trwało wieczność, z błędami tu i tam. Ale kiedy otrzymałam swoją pierwszą wydrukowaną koszulkę, była dokładnie taka, jak sobie wyobrażałam w głowie. Ten moment zobaczenia zrealizowanego pomysłu całkowicie mnie wciągnął.


Ale życie nie było łatwe. Wtedy jeszcze nie skończyłam studiów. Miałam przerwę w nauce. I tak, mój kredyt studencki leżał na moim koncie bankowym. Studiowanie w Stanach Zjednoczonych otwiera drzwi, ale też cię obciąża. Daje możliwości, ale przynosi dużo presji.


W pewnym momencie całkowicie przestałam tworzyć. Po prostu przetrwałam — wykonując dorywcze prace, przebrnąwszy przez dni. Nie miałam gdzie wyrazić swoich uczuć. Czułam się stagnacyjna.

Od zagubienia do odnalezienia swojej drogi

Pewnego dnia doznałam olśnienia: jeśli będę istnieć tylko po to, by spłacać długi, nigdy naprawdę nie zrobię tego, czego naprawdę chcę.


Zaczęłam podejmować pracę na pół etatu, by pokryć podstawowe wydatki. Wieczorami nadal projektowałam. Powoli zaczęłam sprzedawać ubrania z moimi projektami. Były pierwsze zamówienia od znajomych — ktoś otwierający nowe café chciał, żebym zaprojektowała firmowe fartuchy, ktoś inny potrzebował tematycznych koszulek na wydarzenie na kampusie. Spełniłam wszystkie prośby.


Przed wysłaniem każdego zamówienia sama wielokrotnie sprawdzałam każdy szczegół. Raz kolory były całkowicie nieprawidłowe, więc wydrukowałam całą partię na nowo. Nikt tego nie zauważył — ale ja tak.


Nie jestem typem osoby, która robi biznesplany. Ale wiedziałam jedno: nie chciałam się spieszyć. Nie chciałam produkować "szybkiej" mody.


Chciałem tworzyć ubrania, które ludzie będą nosić wielokrotnie — rzeczy prawdziwe, autentyczne i będące częścią życia.


Kiedy zacząłem tworzyć unikalne nadruki w małych seriach, niektórzy narzekali, że cena jest za wysoka. Ale inni mówili: "Będę nosić tę koszulkę przez lata." Tego rodzaju krytyka sprawiała, że wszystko było tego warte.

Studio odzieżowe

Cały ja, całkowicie zaangażowany

Na początku korzystałem z "modelu outsourcingu": robiłem projekty, a potem zlecałem nadruk na koszulkach. Na początku szło fantastycznie — niskie inwestycje, mała presja.


Ale prędzej czy później problemy narastały — opóźnienia, niedopasowanie kolorów, wysyłka. Przede wszystkim nie miałem pełnej kontroli nad jakością.


Moje projekty są intymne. Każdy element ma dla mnie znaczenie. Outsourcing po prostu nie przekazywał emocjonalnego tonu, jaki chciałem w finalnym produkcie.


Więc pracowałem, oszczędzałem fundusze i stopniowo spłacałem pożyczkę. Kiedy w końcu miałem wystarczająco oszczędzone, kupiłem własną drukarkę.

DTG czy DTF?

Bardzo dokładnie badałem różnicę między DTG a drukiem DTF. DTG ma super drobne detale, ale jest wybredny co do tkanin, zwłaszcza ciemnych kolorów i takich rzeczy. A moja praca polega na pracy z różnymi rodzajami tkanin, więc DTG po prostu nie wchodził w grę.


DTF jednak potrafi drukować na każdym materiale. Nadruki są bogate, ciemne, a proces nadaje się zarówno na małe, jak i duże zamówienia. Dla mnie, z moim wszechstronnym wzornictwem i niewielkimi potrzebami ilościowymi, DTF był idealny.

Noc, która wszystko zmieniła

Nigdy nie zapomnę nocy, kiedy wszystko się zmieniło. Lokalny muzyk, którego śledziłem — ktoś, kogo naprawdę podziwiałem — opublikował na Instagramie swobodny reel, w którym miał na sobie jedną z moich koszulek. Bez oznaczeń, bez promocji, po prostu on w cichym studiu, szarpiący gitarę, a tam było: moje wzornictwo, na pierwszym planie. Podarowałem mu ją kilka tygodni wcześniej, nie oczekując niczego w zamian.


W ciągu kilku godzin mój telefon zaczął się rozświetlać.


DM-y. Wzmianki. Powiadomienia o zamówieniach. Na początku myślałem, że to błąd.


O północy miałem ponad 80 zamówień — więcej niż przez ostatnie dwa miesiące razem wzięte. Serce biło mi jak szalone. Zadzwoniłem do najlepszego przyjaciela, krzyczałem do telefonu, a potem usiadłem na podłodze i zacząłem pakować jedno po drugim.


Nie miałem wtedy wymyślnych opakowań ani drukarki do etykiet. Każdą notatkę z podziękowaniem pisałem ręcznie, pakowałem każdą paczkę taśmą washi, którą miałem pod ręką, i pracowałem do 3 nad ranem, napędzany tylko adrenaliną i zupkami instant.


Ta noc nie uczyniła mnie sławnym. Ale sprawiła, że po raz pierwszy uwierzyłem, że to naprawdę może się udać.

Łaska pod presją

Na początku każdy błąd wydawał się katastrofą. Jeśli nadruk wychodził krzywo, albo kolory nie wyglądały tak, jak na ekranie, zastygałem. Myślałem wtedy, Może nie jestem do tego stworzony. Traciłem godziny na próby naprawienia jednej koszulki, a czasem, co gorsza — zaczynałem od nowa, wyczerpany i pełen wątpliwości.


Teraz radzę sobie z tym inaczej.


Kiedy coś idzie nie tak, nie wpadałam w panikę. Oddycham, sprawdzam podstawy: Czy folia jest prosta? Czy użyłam odpowiedniego nacisku? Może tkanina potrzebowała dłuższego prasowania wstępnego. Nauczyłam się, że nie każdy błąd to porażka—czasem to po prostu pominięty krok, albo zbyt wilgotna pogoda, albo ustawienie, które zapomniałam zmienić.


Teraz znam swoje narzędzia. Wiem, jak zachowują się moje tusze, które folie są bardziej wyrozumiałe i kiedy odejść na pięć minut zamiast wymuszać efekt. Ustawiłam małe systemy, by wszystko szło sprawnie—etykiety, foldery, notatki dla siebie. To nie jest idealne, ale daje mi przestrzeń do tworzenia bez strachu.


I to jest największa różnica: już nie tworzę ze strachu.


Tworzę, wiedząc, że nawet jeśli coś pójdzie nie tak, mogę to naprawić. Ta pewność nie przyszła od razu—zdobyłam ją, wydruk po wydruku.

Jak to teraz wygląda

Teraz nadal pracuję z domu, realizując zamówienia, zmieniając rozmiary układów i drukując wszystkie materiały sama. Nie mam jeszcze asystenta i wciąż uczę się nowych trików, ale szczerze? Nie wierzę, że bycie „tylko jedną osobą” to słabość.


Całe to doświadczenie nauczyło mnie też, że wytrwałość naprawdę się opłaca. Ludzie zwracają uwagę.


Nie wiem, czy nazwałabym siebie założycielką czy projektantką. Wiem natomiast, że każdy element, który tworzę, jest przemyślany, celowy i czymś, z czego byłabym dumna, gdyby ktoś to nosił.

Projektowanie wzorów odzieżowych

Marzenia, które wciąż się rozwijają

Nie potrzebuję ogromnego studia ani efektownego biura. Marzę o czymś małym, ale pełnym duszy.


Pewnego dnia chciałabym otworzyć małą przestrzeń— pół galerię, pół pracownię sitodruku , położoną na cichej ulicy, gdzie zimą szyby parują, a światło wpada idealnie podczas złotej godziny. Byłyby tam stojaki z moimi projektami, nie ściśnięte, ale przemyślanie rozstawione, jak elementy w opowieści. Na ścianach wisiałyby szkice, eksperymenty, nawet te, które nie do końca się udały—bo to też część procesu.


Wyobrażam sobie ludzi wchodzących—nie tylko po to, by coś kupić, ale by coś poczuć . Może usiądą ze mną przy długim drewnianym stole, porozmawiamy o ich pomysłach i razem coś naszkicujemy. Może wyjdą z unikatowym elementem stworzonym specjalnie dla nich. Może wrócą znowu, tylko po to, by porozmawiać.


Chcę, żeby to było miejsce, gdzie kreatywność nie jest pośpieszana. Gdzie ubrania nie są tylko kupowane—są rozumiane.


Może zajmie mi trochę czasu, by tam dotrzeć. Ale buduję to, kawałek po kawałku, z każdym wydrukiem, który robię dzisiaj.

Szczere słowa od Jade

Nie musisz mieć wszystkiego zaplanowanego, by zacząć. Ja nie miałam. Miałam tylko za dużo uczuć, kilka szkiców i odwagę, by spróbować. Popełniałam błędy. Zatrzymywałam się. Prawie się poddałam. Ale ciągle tworzyłam—bo tworzenie pomagało mi znów poczuć siebie.


Jeśli siedzisz tam i zastanawiasz się, czy to, co masz, jest 'wystarczające'—twój talent, twoje narzędzia, twój czas—obiecuję ci, że tak jest. Zacznij od tego, co masz. Niech będzie niedoskonałe. Niech będzie twoje.

Wózek 0

Twój koszyk jest obecnie pusty.

Rozpocznij zakupy